Prawo jazdy dla nowicjusza

Żółtodziób za kółkiem
Gdy nadszedł w końcu ten dzień, w którym wiek pozwalał mi na chwycenie za kierownicę – nie zwlekałem ani chwili. Popędziłem do wcześniej upatrzonej szkoły nauki jazdy, zapisałem się na kurs i byłem przekonany, że teraz to już mam z górki. Wyobraźnia podpowiadała mi taki scenariusz – zrobię kilka testów, poczytam trochę przepisów, a potem to już przede mną sama przyjemność – jazda. Wreszcie auto w moich rękach. Co prawda obiło mi się o uszy od starszych kumpli, że z tym „prawkiem”, to wcale tak łatwo nie jest, ale co tam – ja byłem przekonany, że wiem więcej, bo namiętnie oglądam TVN Turbo, a nie tak jak inni siedzę całymi dniami na Fejsie.

No to GO!

Początek był lajtowy. Tak jak się spodziewałem. Znaki drogowe, skrzyżowania, przepisy i taka tak teoria. Im dalej w las, zaczęło się robić trudniej. Po ciężkiej harówce dobrnąłem wreszcie do momentu, w którym mogłem zapisać się na jazdy.

No i się zaczęło. Przekuwanie teorii w praktykę szło mi jak po grudzie.

  1. Tylko usiadłem za kierownicą i natychmiast przestałem rozróżniać kierunki „prawo”, „lewo”.

  2. Nic nie szło jak zwykle, a wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Los udowodnił mi, że rzeczy niemożliwe istnieją i to w dużej ilości.

  3. Prawo dziury. Nawet, gdy na prostej drodze była tylko jedna, mi jakoś zawsze udało się w nią wcelować.

  4. Prawo krawężnika. To się działo samoistnie. Im krawężnik był większy, tym bardziej mnie przyciągał, a noga zamiast hamulec wciskała z impetem gaz.

  5. Prawo hamowania. Zawsze, ale to zawsze, przeszkodę zauważałem w ostatniej chwili, więc naciskałem hamulec z całych sił. Kilka razy wydawało mi się, że coś zauważyłem, więc również nagle wcisnąłem hamulec, chociaż było to bezpodstawne. Były też wyjątki od tej reguły. Na przykład nie wcisnąłem hamulca i przemknąłem przez skrzyżowanie na czerwonym świetle.

  6. Prawo rozpędzania. Dla mnie to prawo było zupełnie zrozumiałe, dla mojego instruktora wręcz przeciwnie. No bo oczywiste jest, że jeżeli jadę wąską drogą, to mogę się trochę rozgalopować, np. do 70 km/h, a na takiej szerokiej, wielopasmowej, to strach mnie tak paraliżował, że ledwo 30 km/h dałem radę wyciągnąć.

  7. Prawo startu. Nie wiem dlaczego, ale gdy do skrzyżowania dojeżdżałem sam, zatrzymywałem się prawidłowo, a potem sprzęgiełko, gazik i fju do przodu. Bez najmniejszych problemów. No, ale gdy tylko za mną ustawił się ogonek innych użytkowników drogi czyhających tylko na moją porażkę, mój samochód zawsze gasł, a niekiedy nawet kilkukrotnie, wpędzając mnie w nerwicę i okropny wstyd.

  8. Prawo niewiedzy. Podczas nauki jazdy człowiekowi robi się coś z pamięcią. Jeżdżę w kółko tą samą trasą i teoretycznie po pierwszym jej przejechaniu powinienem pamiętać każdy zakręt i każdy mijany znak, a ja po przejechaniu 30 raz tej samej trasy wciąż nie wiedziałem gdzie jestem.

  9. Prawo cierpliwości. To prawo nie dotyczyło mnie, tylko mojego instruktora. Nie mam pojęcia gdzie są szkoleni instruktorzy, ale dzięki nim udało mi się kilka razy ujść z życiem, uniknąć czołowego zderzenia z tirem i wreszcie po wylaniu litrów potu – zdać egzamin.

Stoję na czerwonym za L-ką. Zaraz zmienią się światła i ruszymy. Ciekawe, czy da radę pokonać prawo startu? Zielone. Ruszamy. Zgasł. Wiedziałem. Mój.

skontaktuj się z nami

wypełnij formularz

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.